Nie czyń priorytetu z kogoś, kto ma Cię tylko za opcję

Zapewne niejeden z Was w swoim życiu popełnił podstawowy błąd w relacjach damsko-męskich – pieskował, inwestował zbyt wiele. Wy mężczyźni zamartwiacie się, że to tylko wy popełniacie ten błąd. Otóż to nie ma nic wspólnego z płcią. My kobiety także mamy z tym problem.
Nie czyń priorytetu z kogoś, kto ma Cię tylko za opcję

Pewnego dnia Kasia poznała Wojtka. Pisali niemal codziennie, wymieniali się smsami, rozmawiali przez telefon. Po kilku miesiącach pisania nadszedł dzień spotkania. Dzieliło ich kilkadziesiąt km. Od razu zaiskrzyło, gadka się kleiła, jakby się znali od wieków. Kasia nie chciała, by tak szybko się to potoczyło, w końcu realnie Wojtek był jej prawie obcy. Tak minęły 3 miesiące.

Przez cały ten czas Kasia jeździła do Wojtka, ale nigdy nie zostawała na noc, jeździła na spotkanie 3-4 h, żeby potem wieczorem znowu wracać do siebie. Spotykali się prawie co tydzień. Dlaczego on nie przyjeżdżał do niej? Zawsze mu coś nie pasowało. Kasia tak naiwnie się poświęcała, dla "dobra" relacji. Chciała, żeby lepiej się poznali, dobrze spędzało się im czas, nic nie goniło, czuła się swobodnie. Po tym czasie zaczęła dopytywać się, dokąd ta relacja zmierza, nie chciała być 1 z 1000, ale Wojtek zapewniał ją, że jest jedyną. Uwierzyła. Mimo wszystko on nie deklarował związku, raz mówił, że nie wie... że może to za wcześnie jeszcze, potem, że nie chce, kiedy Kasia straciła już nadzieję i chciała to ochłodzić, Wojtek zaczął ją podpuszczać, że może jednak chce... I tak, Kasia trwała w nadziei, że pewnego dnia Wojtek być może w końcu się zdecyduje.

Z czasem zaczął wzbudzać w niej zazdrość. Wiedział, że ma przewagę. Był nagrodą. Coraz częściej wspominał niby żartem o innych kobietach, albo komentował je przy Kasi na ulicy, oczywiście, zawsze pozytywnie. Potem zaczął umawiać się na spotkania, a parę godzin przed odwoływać, że niby coś mu wypadło, albo że pojechał z koleżanką na basen. Dużo było tych koleżanek. Kasia traciła nadzieję, czuła, że to nie jest tak, jak powinno być. Rozpieściła go. Dawała zbyt wiele. Jeździła do niego, przygotowywała obiadki, cierpliwie doradzała, pomagała w wielu sprawach. W zamian nie dostawałam nic. Nigdy nie usłyszała "dziękuję" lub "przepraszam". Była cholerna opcją, ale wtedy zakochanie ją zaślepiło. Wiele razy chciała to urwać, pisała już, że jeśli się nie zdecydował jeszcze, to ona kończy tą relację. Była słaba, po paru dniach wracała potulnie jak wierna suka. Znowu Wojtek miał ją na zawołanie. Kasia czuła już, że nie będzie z tego związku, ale chciała "żyć chwilą", korzystać z chwil, krótkich chwil przyjemności jakie jej dawał. Wojtek nigdzie jej nie zapraszał, nigdzie nie wychodzili.

Kasia zaczęła coraz bardziej zauważać jego złą stronę, tą, której dotychczas nie chciała widzieć. Wojtek był porywczy i kapryśny, a ona zawsze go koiła, zamiast trzasnąć drzwiami i zakończyć to raz na zawsze. Sama nie wiedziała, co w nim widziała, dawał emocje? Raczej te złe, pomieszane z dużą dawką podniecenia. Nie mogła się oprzeć.

Coraz częściej pojawiały się znaki ostrzegawcze, aby tego nie kontynuować. Wojtek raz był dla niej czuły i kochany, a raz despota, zimny. Traktował jak głupszą od siebie, często wyśmiewał jej małe życiowe doświadczenie, był strasznie sarkastyczny. Kasia nigdy nie wiedziała, czy żartuje, czy mówi prawdę, czy akurat ją testuje, jej reakcję. Lubił, gdy była zazdrosna. A była.. nie raz przepłakała przez niego noc.

Po pewnym czasie Wojtek przestał się odzywać, prawie na 2 tyg. Kasia myślała, że to już koniec.. ale on wracał. Coraz częściej proponował spotkania, bez konkretów. Coraz rzadziej do nich dochodziło. Być może obracał już inną. Kasia postanowiła zaprosić go do siebie. Przyjechał, aż raz. Podczas tego pobytu marudził na wszystko, nic mu się nie podobało. Kasia była już wypalona, przestała dawać. Po wyjeździe Wojtka była bardziej zmęczona niż wypoczęta – a przecież chodziło o to drugie.

Wojtek po paru tygodniach wyjechał służbowo, wysyłał Kasi zdjęcia z 10 dziewczynami naraz, pisał jak jest bosko. Znów wywoływał zazdrość, a ona kipiała z nerwów! Nigdy go nie miała, a czuła, że traci. Po wyjeździe tłumaczył, że nic nie było. Kasia już mu nie wierzyła, miała złe przeczucia. Nie pomyliła się.

Pewnego dnia Wojtek zaprosił  ją na wakacje. Pojechała. Niestety, podczas rozmowy z jego kolegą Kasia usłyszała coś, czego nie chciała. Zaliczył inną dziewczynę na wyjeździe, a ją okłamał, że do niczego nie doszło. Miarka się przebrała, gdy zostawił ją samą po pijaku na nieznanym terenie, bo nie chciała wsiąść do samochodu po wypiciu alkoholu.  Kasia miała dość dziecinnych wybryków Wojtka. To było ich ostatnie spotkanie. Później Wojtek próbował znowu się spotkać, ale ona już odmawiała. Nie chciała go widzieć, po tych wszystkich kłamstwach i zabawach w kotka i myszkę. Zabolało, mocno. Przez całe te miesiące kiedy Kasia zachowywała monogamię w nadziei, że jednak się do niej przekona, Wojtek umawiał się i zaliczał inne, kłamiąc w żywe oczy, że jest święty.

Po wszystkim…

Kasia była cholernie wdzięczna, że Wojtek nie chciał związku, bo wiedziała, że nie był jej wart. Dała tyle od siebie, a otrzymała toksyczną relację. Nie, to nie była miłość, jedynie głupie ślepe zauroczenie, uzależnienie od jego obecności. Gdy zerwała kontakt, poczuła wolność, poczuła, że żyje. Odetchnęła pełną piersią, nie musiała więcej zastanawiać się dlaczego Wojtek się nie odzywa, z kim teraz jest i co robi. Chcąc nie chcąc wpakowała się w układ friends with benefits, czego zawsze unikała.

Dostała po dupie... ale nie ukrywajmy tego – sama się o to prosiła! Daj palec, a wezmą rękę. Jej wziął trochę więcej.  Była wdzięczna za tą relację, bo wiele się nauczyła, odkryła co jej nie pasuje, a co może zaakceptować. Po tym wszystkim wzmocniła poczucie własnej wartości, nabrała pewności siebie, zmieniła image. Stała się nową osobą i już nie pozwoliła więcej, by ktoś doprowadził ją do podobnego stanu. Przez jednego mężczyznę jej świat wywrócił się do góry nogami i to wiele jej dało. 

Jedno natomiast było pewne – Kasia nie zamierzała odgrywać się na mężczyznach. Nie chciała przekreślać wszystkich przez jednego. To byłoby nie fair. Ciągle chce dawać od siebie, to co najlepsze, ale już ostrożniej. Liczy bardziej na wymianę dóbr, niż samo dawanie.

Wnioski?

Nie ma czegoś takiego jak „brak czasu”. Istnieje tylko lista priorytetów. Hierarchia. To od niej zależy czy będziesz opcją czy nie. 
 
Jeżeli ktoś odzywa się raz na tydzień bądź rzadziej – jesteś jego opcją.


Jeśli ktoś odzywa się i proponuje coś na ostatnią chwilę – jesteś jego opcją.

Jeśli komuś na czymś zależy to się DZIAŁA, a mniej mówi. Jeśli komuś na czymś nie zależy to się więcej MÓWI, a mniej działa.

Tak to funkcjonuje. A Ty teraz mając tą świadomość nie pozwól sobie zamydlić oczu. Jeśli komuś na czymś naprawdę zależy w słowniku nie funkcjonują zwroty: „Nie ma jak”, „Nie ma czasu”, „Później”, „Kiedyś”. To wszystko są złudzenia, którymi manipulują osoby, które traktują Cię jak opcję, na wypadek gdyby ktoś wypadł z ich listy priorytetów. Jeżeli komuś zależy – traktuję Cię z szacunkiem. Szanuje Twoje plany, Twoje życie, Twój czas. 

Dla mnie to oczywiste: jeżeli osoba jest zainteresowana szczerze, to sorry, ale szuka kontaktu! Kobiety są nieśmiałe, zostałyśmy wychowane w schemacie „to facet powinien o Ciebie zabiegać”, ale kiedy kończy się zabieganie? Dlaczego nie postawić na szczerość i jasność intencji? Czyż to wszystko nie smakuje lepiej, inaczej… gdy zbudujesz więź z ta osobą, zbudujesz zaufanie, komfort psychiczny, nauczycie się siebie, spędzać razem czas, a to wszystko uda się TYLKO wtedy, kiedy obydwie osoby chcą tego samego!

Nie przemawiają do mnie racjonalne wymówki „bo nie miał/a czasu się spotkać” i jakoś dziwnym trafem nie zrobił/a tego od 2 miesięcy. Po prostu nie jest zainteresowany! Dotarło?

Czasami trzeba się trochę zdystansować do ludzi. Jeśli się zainteresują, to im zależy. Jeśli nie, wiesz na czym stoisz.

Ludzie o tych samych intencjach działają JASNO.

1. Propozycja spotkania ->nie mogę/coś mi wypadło – sama inicjuje potem spotkanie, do którego nie doszło, bo jestem ZAINTERESOWANA!

2. Proponuje spotkania ->nie mogę/coś mi wypadło/nie chcę – nie inicjuje, nie poruszam tego tematu, bo NIE JESTEM ZAINTERESOWANA.

Tak! To takie proste! Tracimy zbyt wiele czasu na myśleniu o kimś, kto nawet przez 5 sekund nie pomyślał o nas.

Nie goń, nie ścigaj, nie napieraj. Bo ten, kto chce znajdzie milion sposobów, ten kto nie chce znajdzie milion powodów.

Na koniec…

Jeśli kiedykolwiek poczujesz się duszony w relacji, poczujesz, że nie spełnia ona Twych potrzeb, że częściej jesteś przygaszony i zły niż szczęśliwy – skończ to, dobrze Ci radzę. Oszczędź sobie cierpienia i niepotrzebnych złych emocji. Ucz się na błędach innych i swoich, a przede wszystkim NIGDY PRZENIGDY nie przestawiaj wierzyć, że będziesz kiedyś szczęśliwy. To może być jeszcze nie ten czas, nie ta osoba, ale to kiedyś przyjdzie do Ciebie, na pewno, jeśli Ty także będziesz coś od siebie dawał, a nie tylko oczekiwał.

PS. Na koniec zgaduj-zgadula.  Kim była Kasia?

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Serdecznie zapraszam do komentowania :)

Proszę osoby anonimowe o podpisywanie się, co ułatwi identyfikację w razie pytań.

Jeśli treść artykułu przypadła Ci do gustu lub w jakikolwiek sposób pomogła, kliknij Lubię to albo Poleć mnie w Google. Dziękuję!

BARDZO PROSZĘ NIE REKLAMOWAĆ SWOJEGO BLOGA. BĘDĘ TRAKTOWAĆ TO JAKO SPAM I USUWAĆ.

Popularne posty

Kobieta z sercem || relacje międzyludzkie, szczęście, motywacja, komunikacja, samorozwój © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka