Jakoś

Cały czas na coś czekamy. Na lepsze życie, które ma być kiedyś. Zrealizowane cele, lepszą pracę, wspaniałego faceta. Czekamy cierpliwie, przerzucając wszystko na później i żyjąc byle jak, do tego momentu, kiedy to wszystko się zmieni i już będzie tylko wspaniale. Łapiemy się byle czego, jemy byle jak, jesteśmy z byle kim, robimy byle co. 


Byleby cokolwiek, żeby przeczekać. Bo będzie lepiej. Kiedyś. Tyle, że to bez sensu. To wegetacja, a żyć trzeba!

Każdy z nas ma taki dzień, kiedy to się nam nic nie chce, ani wychodzić, ani nic robić, zamknąć oczy i tylko leżeć, przeczekać do lepszego jutra. Z reguły zupełnie o siebie wtedy nie dbamy. Nie chce się nam gotować, starannie ubierać, malować skoro nikt nas nie zobaczy, tyle, że to jeszcze bardziej pogarsza samopoczucie.

Zauważyłam, że kiedy mam gorszy dzień zupełnie nic nie robi na mnie wrażenia. Ani to, że śmieci pełne, ani to, że przydałoby się w końcu przebrać z pidżamy lub po prostu posprzątać. Ani to, że powinnam kilka spraw ogarnąć. Jutro, jutro. Wszystko jutro.

I może to banalnie zabrzmi, ale walczę z tym. Jak? Ubierając się najlepiej jak potrafię. Zauważyłam, że człowiek czuję się wyśmienicie wtedy, kiedy zdaje sobie sprawę z tego, że dobrze wygląda. Niby banał, ale zaczynamy od wyglądu. Kiedy już dobrze się wystylizuję zauważam, że zaczyna mi się chcieć coraz więcej. 
Mam motywację. Sama ze sobą czuję się dobrze, by działać. Robię „śniadanie mistrzów” i staram się je celebrować, być może spędzam odrobinę więcej czasu przy kawie, tym razem w eleganckiej filiżance. Celebruję chwilę. Staram się poprawić swój humor, mimo iż czasem mam ochotę krzyczeć wniebogłosy. Kiedy dobrze wyglądam, mam ochotę częściej wychodzić. Szukam zatem sposobu, by to zrobić. Celu. Kiedy dobrze czuję się w swojej skórze mam ochotę więcej rozmawiać z ludźmi, zatem bywa, że sama rozpoczynam rozmowę, inicjuję ją. Otwieram się na nowe możliwości. Czuję się pewnie.
 
Bo nie chcę żyć „jakoś”. Nie chcę odkładać planów, nie chcę trzymać w szafie sukienki na jakąś okazję, tylko nosić ją bez, bo codzienność jest najlepszą okazją, by wyglądać ładnie i schludnie. Nie chcę jeść śmieciowego żarcia i wmawiać sobie, że zdrową dietę zacznę „od jutra”.

Jedną z rzeczy, których się nauczyłam w życiu, to to, że czekanie nigdy się nie kończy. Bo kiedy już masz założyć wystrzałową sukienkę, to zawsze w twojej głowie zachodzi myśl, że może będzie lepsza okazja, by to zrobić. Kiedy masz otworzyć ten drogi alkohol, dochodzi do ciebie, że w sumie potem będzie coś jeszcze huczniejszego, co trzeba będzie porządnie świętować. I tak w kółko.
Musimy zrozumieć,  że w życiu się nie czeka, w życiu się ŻYJE, bo jak nie teraz, to kiedy. To życie czeka na nasze działania.

Idąc tropem Jacka Walkiewicza (bardzo polecam jego wykłady) „zaufanie do siebie to jeden z największych życiowych kapitałów."

Ufać sobie, dam radę.

- A jak nie?
- Dam.
- A jak nie?
- Dam.
- A jak upadnę?
- To się podniosę.
- A jak się nie podniosę?
- To sobie poleżę.

Lepiej się szkolić w trakcie niż czekać lata, aż będziesz potrafił robić coś wystarczająco, bo nigdy nie będzie tego „teraz”, a zawsze będzie „zaraz, niedługo”. Dasz radę! Musisz być gotowy „na dziś”.
 
Jesteś?
 

Niestety nie dowiesz się tego, jeśli cały czas żyjesz „jakoś”.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Serdecznie zapraszam do komentowania :)

Proszę osoby anonimowe o podpisywanie się, co ułatwi identyfikację w razie pytań.

Jeśli treść artykułu przypadła Ci do gustu lub w jakikolwiek sposób pomogła, kliknij Lubię to albo Poleć mnie w Google. Dziękuję!

BARDZO PROSZĘ NIE REKLAMOWAĆ SWOJEGO BLOGA. BĘDĘ TRAKTOWAĆ TO JAKO SPAM I USUWAĆ.

Popularne posty

Kobieta z sercem || relacje międzyludzkie, szczęście, motywacja, komunikacja, samorozwój © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka